kiedy kurz przysiadł
na uciszonych ustach
tych co zostali
i kiedy nie było
murów które
nie pachniałyby
zakrzepłym ogniem
krzykiem
przebitym ostrzami
właśnie wtedy
spojrzałem na
połamane rydwany
poszarpane płaszcze
strach koni spływający
po kamieniach
miałem tylko jedne oko
drugie zostało na włóczni
pozostawiłem też tarczę
nie będzie mi potrzebna
wracam do siebie
nie szukałem medyków
dobiliby mnie
a ja nie chcę odejść
do wiekuistej mgły
ciemnych wód
ognistych pomieszczeń
wypełnionych łkaniem
zawodzeniem poległych
patrzę teraz na
usychające słońce
źdźbło wpięte w biel
czuję przyjacielski
dotyk akwilonu
więc jestem blisko
choć kiedy wyruszałem
żegnałem się tak jakbym
już miał nie powrócić
a jednak ocalałem
dn. 05.04.2007
