budzi się w białej koszulce atłasowej z wyhaftowanym
niebieskim kwiatem i różowymi liśćmi dotyka snu
przez błonę powietrza szeptem mówi do jawy
łaskocze świt kosmykiem i wątłym ramiączkiem

później cała ta obrzędowość jak misterium
parzenie kawy obmywanie ciała z lepkiego śnienia
nakładanie koronkowego stanika to istna prefacja
zapowiadająca komunię czyli wkładanie stringów
dalej cała reszta spodnie jako pieśń na wyjście

a dalej już tylko monotonne powielanie
mówienia i słuchania te same czynności
ewentualnie przerwa na zmianę tamponu
albo herbatę z koleżanką o piersiach jak
grudy ziemi i ustach niczym kokon motyla

kiedy wraca jest zmęczona i to nie dziwi
zachwyca jej lewa brodawka wystająca
spod koronki i nogi jak baobab oplatające
pień wyciskające soki a później zasypia

jej życie jednak nie jest takie łagodne
jakby się mogło przypuszczać