rozpinasz bluzkę taką niebieską
jak zsiadłe chmury w filiżance
i rozczesujesz włosy jasne
niczym sfermentowane światło
w glinianym kubku przytulonym
do pozornego okna

kiedy już siedzisz prawie naga
w koronkowym staniku i ręczniku
na biodrach

nagle twoja dłoń chwyciła coś
i zamilkła znienacka jakby
ugryziona przez prąd alko osę

bo są takie rzeczy nienazwane
starannie poukładane w przestrzeni
tej na pozór niedotykalnej i bez smaku

a nasze zmysły je omijają przeczuwając
kształty niewypowiedziane żadnym głosem
lecz kiedyś tak niespecjalnie za sprawą
wahania albo myśli zawieszonej nad podłogą
odkrywamy jakąś rzecz jak gdyby była zasłonięta
wcześniej niewidzialną zasłoną

są właśnie takie rzeczy nienazwane
bez miejsca wyszeptanego w naszym
błądzeniu

i nie zawsze to co okiem nadgryzione
jest samo ponieważ są i tamte do muśnięcia
już przygotowane jakby czekające na to

może i właśnie te na pozór niezauważalne
są cenniejsze od tych które spojrzeniem
naznaczone

i może w nich jak w skrzyniach
zamknięte długo wypatrywane
śpią odpowiedzi

przecież gdzieś musi być
przechowywane to co
tak usilnie nazywamy
prawdą