Search blog.co.uk

  • story

    Sometime such cloudy day was. Then, I have screened windows blue net curtains. Then, I thought of my moribund friend. He dies of cancer of pancreas. But I can make I nothing.I drink up last coffee.I look on display of phone.This number will be long inaccessible not. I can not hear his voice not long.
    He will be beyond my sometimes and area.Here I will be but elsewhere he will be completely.Death is from all necessity most closer.It scares and also it intensifies.

  • Book and night.

    I read book about Poland and world. It small country,small village.Here different places are, curious and look in which better.Everything would be other if dilinquency not, joblessness and laziness of government.But for this this conservatism and censure.But I do not want to write about politics.This book shows that obliged make but that not.Family reckons only and work. I put on development
    and on career.I must take advantage all chances.I want to break away from this place.I dream about New York.I am other type of Pole and man too.I launder,clear and repair things in house.I known on kind bras. I known on cosmetics and center intimate sanitation.So, I can help my woman during period even.I be able to help her with each situation. Now famous song remember me-Eye of the Tiger.Michalczewski And Dempsey, they have appointed way towards fineness.They have showed that life is as boulder. It is possible to blast him if it is known as and where impact. It is possible to win with fate.Fate it our weakness.

  • A book of Max Kolonko

    Next part and photos.Next themes and histories.It is not possible to be broken away.It is possible to read and read.I discover America along with author, scrap after scrap.It as feed of great paste.I can travel without seat in car and without incinerating many many liter of fuel.It it not just. I will not eat eggs in house on bacon, on great breast of cashier looking. I will not talk with soldier for I from newest weapon aiming.I will not see hawk over red up above. But if each citizen of America, it knows saw it and? There is with America as with beautiful woman, it is possible to tour her whole life and never learn to the end.There is with america as with beautiful woman, it is possible to tour her whole life and never learn to the end.I have a dream. I want to buy old Harley and tour Great Canyon.On my motor, I can tour holes in polish ways that only.That will not spoil on this asphalt, it is suitable for touring siberia. As from eastern Poland furthest.So, here I like risk stay temporarily.But small village dreams on end of America me. Where tourists only, journalists and newcomers run from other planet on hot-dog number 5.House with trimmed grass matting and porch. It pleases me.Now I go on about all loose conversation and about nothing(small talk).Sweet dreams great and wonderful-America.God Bless America!

  • 36B

    Table, mug, coffee, arm-chair, she, book

    Are drowned enlightened

    Pen, fingers, mouths,bra, hand, neck

    It becomes beads enlightened

    Flaps, thigh, small lips, stomach, t-shirt, hair

    There is smoke enlightened

    Plate, touch, sight, nose, lipstick, conversation

    Hard becomes enlightened

    Salience, palm, warm, stirring, rubbing, pleasure

    There is spot from body of candle enlightened

    Wet, tiring, heat, bed, breath, pillow

    Does not have enlightened
    Ash is

  • 75DD wolny czas

    stół kubek kawa
    fotel ona książka

    światło się topi

    długopis palce usta
    miseczka obojczyk szyja

    światło skrapla się

    klapek udo małe wargi
    pępek halka włosy

    światło ulatnia się

    okładka dotyk wzrok
    nos szminka droczenie

    światło zastyga

    wypukłość dłoń ciepło
    drgnięcie pocieranie rozkosz

    światło jest woskową plamą

    orgazm wilgoć zmęczenie
    upał łóżko oddech poduszka

    światła nie ma jest popiół

  • 75DD jej dzień

    budzi się w białej koszulce atłasowej z wyhaftowanym
    niebieskim kwiatem i różowymi liśćmi dotyka snu
    przez błonę powietrza szeptem mówi do jawy
    łaskocze świt kosmykiem i wątłym ramiączkiem

    później cała ta obrzędowość jak misterium
    parzenie kawy obmywanie ciała z lepkiego śnienia
    nakładanie koronkowego stanika to istna prefacja
    zapowiadająca komunię czyli wkładanie stringów
    dalej cała reszta spodnie jako pieśń na wyjście

    a dalej już tylko monotonne powielanie
    mówienia i słuchania te same czynności
    ewentualnie przerwa na zmianę tamponu
    albo herbatę z koleżanką o piersiach jak
    grudy ziemi i ustach niczym kokon motyla

    kiedy wraca jest zmęczona i to nie dziwi
    zachwyca jej lewa brodawka wystająca
    spod koronki i nogi jak baobab oplatające
    pień wyciskające soki a później zasypia

    jej życie jednak nie jest takie łagodne
    jakby się mogło przypuszczać

  • 75DD i rzeczy nienazwane

    rozpinasz bluzkę taką niebieską
    jak zsiadłe chmury w filiżance
    i rozczesujesz włosy jasne
    niczym sfermentowane światło
    w glinianym kubku przytulonym
    do pozornego okna

    kiedy już siedzisz prawie naga
    w koronkowym staniku i ręczniku
    na biodrach

    nagle twoja dłoń chwyciła coś
    i zamilkła znienacka jakby
    ugryziona przez prąd alko osę

    bo są takie rzeczy nienazwane
    starannie poukładane w przestrzeni
    tej na pozór niedotykalnej i bez smaku

    a nasze zmysły je omijają przeczuwając
    kształty niewypowiedziane żadnym głosem
    lecz kiedyś tak niespecjalnie za sprawą
    wahania albo myśli zawieszonej nad podłogą
    odkrywamy jakąś rzecz jak gdyby była zasłonięta
    wcześniej niewidzialną zasłoną

    są właśnie takie rzeczy nienazwane
    bez miejsca wyszeptanego w naszym
    błądzeniu

    i nie zawsze to co okiem nadgryzione
    jest samo ponieważ są i tamte do muśnięcia
    już przygotowane jakby czekające na to

    może i właśnie te na pozór niezauważalne
    są cenniejsze od tych które spojrzeniem
    naznaczone

    i może w nich jak w skrzyniach
    zamknięte długo wypatrywane
    śpią odpowiedzi

    przecież gdzieś musi być
    przechowywane to co
    tak usilnie nazywamy
    prawdą

  • 75 DD albo czas więdnięcia, czas wzrastania

    najpierw jest zachwyt podmuch białego wiatru
    lekkie unoszenie się dotkliwe upadanie
    pierwsze umieranie po zagaśnięciu tych dni
    i zmartwychwstanie w odzyskanych objęciach

    później sinusoida rozwlekła i chwiejna
    czasami żar czasami płomień jak drzewo
    które skapuje w przestrzeń przez sitowie chmur

    cos się tli i coś się właśnie roznieca
    nie ma pewnego jest tylko ciągłe próbowanie
    łapczywe chwytanie oddechu i też głos
    rozbity o pustkę jak zawiedziona szklanka
    uderzająca nagle o zatrzaśnięte drzwi

    i kiedy tęsknimy najmocniej i kiedy chcemy znowu
    wejść do tamtego pokoju z którego nakazano nam wyjść
    pokornie przestępujemy niewidzialny próg

    ty tego jeszcze nie rozumiesz spoglądasz ufnie i chowasz się
    w swojej zapalniczce jak kot któremu ktoś przytrzasnął ogon

    jeszcze możesz być piórkiem być kokardką na białym wietrze
    ale ja muszę powoli zamykać za sobą wszystkie przestrzenie nawet
    te nie dokończone i tamte napoczęte

    jest czas więdnięcia i czas wzrastania a także to co po mimo nich
    więc nie śpiesz się tylko powoli faluj i szybuj jak najdalej w ten eter
    bez granic i nakazów którego nie mamy na własność i to jest piękne

  • Hegeso

    córka Proksenosa
    oczekuje na ostatnie
    drgnięcie światła
    w ciemniejącym
    oku

    jest już gotowa
    by wsiąść do
    łodzi i wpatrywać się
    w nieruchome wiosła
    zawodzenie fal
    przepływające
    niebieskawą
    smugą

    poprawia szaty
    by płonąc
    falowały
    jak teraz
    kiedy zmierzch
    łagodnie
    zamyka pejzaż
    w ziarnku
    ocierającym się
    o sandał

    prosi służącą
    by przyniosła
    szkatułę
    z klejnotami
    podarkami
    od czuwającego
    męża

    on głaszcze łzy
    uspokaja je
    i przymrużone
    kaganki
    które czują
    jak w ich
    woskowych
    ciałach
    piętrzy się
    ciemnym
    promieniem
    lęk

  • Powrót hoplity spod Ilionu

    kiedy kurz przysiadł
    na uciszonych ustach
    tych co zostali

    i kiedy nie było
    murów które
    nie pachniałyby
    zakrzepłym ogniem
    krzykiem
    przebitym ostrzami

    właśnie wtedy
    spojrzałem na
    połamane rydwany
    poszarpane płaszcze
    strach koni spływający
    po kamieniach

    miałem tylko jedne oko
    drugie zostało na włóczni
    pozostawiłem też tarczę
    nie będzie mi potrzebna
    wracam do siebie

    nie szukałem medyków
    dobiliby mnie
    a ja nie chcę odejść
    do wiekuistej mgły
    ciemnych wód
    ognistych pomieszczeń
    wypełnionych łkaniem
    zawodzeniem poległych

    patrzę teraz na
    usychające słońce
    źdźbło wpięte w biel
    czuję przyjacielski
    dotyk akwilonu
    więc jestem blisko
    choć kiedy wyruszałem
    żegnałem się tak jakbym
    już miał nie powrócić
    a jednak ocalałem

    dn. 05.04.2007

About me
Friends (0)

The friend list is empty.

Footer:

The content of this website belongs to a private person, blog.co.uk is not responsible for the content of this website.